MILECHOWY / BOLMIN
                                                   Cmentarz wojenny 1914 - 1915 r.

Cmentarz po lewej stronie drogi prowadzącej nad zalew do Małogoszcza, w lesie sosnowym. Równilegle do drogi 
dwie kwatery ( jedna ok. 4,5 x 2 m ) porośnięte trawa i jałowcem.  Spoczywa  tu  13  żołnierzy  armii  niemieckiej. 
Pierwotnie cmentarz obejmował trzy  kwatery,  które  w  1926  roku  ogrodzono  żerdziami  na  słupach.  Między 
kwaterami ustawiono duży drewniany krzyż z wykazem poległych. Cmentarz zadbany, otoczony łańcuchem.
Szkic cmentarza wojennego 1914 - 1915 r. w Milechowach
Po przegranej bitwie pod Iwanogrodem sprzymierzeni cofali się na 
południe. 6 XI 1914 Rosjanie niespodziewanie zaatakowali  pewne
oddziały niemieckie i austriackie w Bolminie. W dość  chaotycznej
walce padło wielu zabitych żołnierzy i cywilów, których nie zdążono
ewakuować. Sprzymierzeni dość szybko ulegli Rosjanom i wycofali 
się, a za nimi wojska rosyjskie. Wrócili tu dopiero w grudniu po bit-
wie limanowskiej. Ofensywa  Sprzymierzonych  zatrzymała się nad    
Nidą. w rejonie Bolmina Rosjanie okopali się nad rzeką,  na  Grzą-
bach  Bolmińskich ( 184 Warszawski Pułk Piechoty ),  w  Mostach 
nad rzeką 182 Grochowski Pułk Piechoty, na Grzywach  pułk  arty-
lerii, w Korzecku w odwodach 10 i 11 Moskiewski  Pułk  Grenadie-
rów. Po drugiej stronie  na  Wilkomii  okopał się pułk  Turków  lub 
pułk bośniacki, pułk piechoty górskiej, dalej  ku  zachodowi 1 Pułk
Piechoty, 17 Pułk Piechoty, część  25  Pułku  Piechoty, 25 Batalion 
Strzelców Polnych,  31  Cieszyński  Pułk  Piechoty ( w dużym  stop-
niu złożony z Polaków ) i jakiś pułk węgierski. Po niemieckiej  stro-
nie w kierunku zachodnim okopał  się  pułk  piechoty  austriackiej, 
7 Pułk Piechoty  Landwery, 72 Pułk  Piechoty  Landwery,  47 Pułk
Piechoty Landwery, za nimi na wzgórzach artyleria. Wojska  dotar-
ły nad Nidę ok. 17 XII, okopały się w ciągu jednego dnia.
18 XII ewakuowano większość  miejscowej  ludności.  W  Bolminie
przygotowywano do transportu cudowny obraz  Matki  Bożej,  miał
być przewieziony do kieleckiej Katedry na przechowanie. Gdy wszystko było już gotowe, usłyszano płacz dziecka, Z początku nie udało się zna-
leźć płaczącego dziecka,ale płacz stał się wyraźniejszy, gdy obraz otulono derkami. Wtedy  nadzorujący rosyjski  żołnierz zwrócił  uwage, że  to
dziecko z obrazu płacze, by matki nie wywozić. Wykopano w kościele dół i tam schowano obraz. Przeleżał tam do czasu aż odeszły stąd wojska.
Zdarzenie o cudzie opisał ks. Piotr Folfasiński i ks. Kudelski w książce o sanktuariach. Wieczorem tego samego dnia zaczęła się bitwa.
Zniszczone zostały niemal wszystkie mosty na rzece, a atakujący forsowali rzekę po lodzie, a gdy ten został strzaskany - wpław. Wielu  utonęło
w rzece. Doszło do tego, że rzeka i okoliczne pola usłane były trupami i atakujący przechodzili przez rzekę po trupach. Rzeka wylała  i  zatopiła
część rosyjskich okopów, jednak Sprzymierzeni mieli tak wysokie straty, a opór Rosjan tak silny, że mimo wielkiego wysiłku nie wyparto Ros-
jan z wiekszości pozycji. Po ciężkim  ostrzale z najcięższej artylerii 305 i 420 mm. udało się Austriakom  zdobyć Mosty  i  na  pewnym  odcinku 
wyparto Rosjan. Austriacy okopali się na Grzywach nad Korzeckiem a Rosjanie pod Chęcinami. Na zachodnich pozycjach pozostali bez zmian,
na wschodnich Rosjanie  cofnęli się  na  północ o parę  kilometrów. Na  takich  pozycjach pozostali do maja 1915 r. Nie wiadomo  ilu  żołnierzy
poległo. Jeszcze po drugiej wojnie rzeka wyrzucała kości poległych, a dane na cmentarzach  wojennych są dość zaniżone. W Bolminie w koście-
le Rosjanie mieli punkt obserwacyjny,  kierowano  stamtąd  ogniem  artylerii. Jeden z żołnierzy austriackich  wspomina, że cała wieś  spłonęła.
Zniszczony został dwór stojący w pobliżu kościoła. W kierunku kościoła  wystrzelono ok. tysiąca  pocisków a kościół ocalał.  Jeden z pocisków
wpadł do kościoła i nie wybuchł. Uznano to za cud, a kilka pocisków wmurowano później w południowa ścianę kościoła.

                                                                  Tekst Adam Tutaj
Do góry strony